Półmaraton Ziemi PUCKIEJ

Półmaraton Ziemi PUCKIEJ – Bieg z Wózkiem (RELACJA)

Półmaraton Ziemi Puckiej odbył się 27 lipca i przebiegłam go z wózkiem.

Szukałam jakiegoś fajnego biegu na lato i moją uwagę zwrócił właśnie Półmaraton Ziemi Puckiej. W Pucku nie byłam nigdy wcześniej, a bieg nad morzem wydawał się ciekawy.

 

Czy można biec z wózkiem?

Przed startem upewniłam się czy można biec z wózkiem. Głównie chodziło mi o trasę, bo jestem biegaczem „asfaltowym”, a już z wózkiem to tym bardziej.

W Regulaminie przeczytałam, że nawierzchnia jest: „asfaltowa za wyjątkiem: od 4,5 km do 5,2 km płyty jumbo, od 6,5 km do 7,5 km, nawierzchnia szutrowa, od 13 km do 16,5 km nawierzchnia szutrowa.” a więc ok – pomyślałam i się zapisałam.

 

Asfalt robi różnicę!

Bieg wiódł przez wioski otaczające Puck, potem kawałeczek nad samym morzem – bardzo pięknie! – następnie część przez las, potem przez miasto i końcówka ścieżką rowerową przy morzu.

Jeśli chodzi o „asfalt” to na większości trasy miał on straszne dziury i wyrwy. Do tego te płyty, górki a jeden odcinek był nawet piaszczystą ścieżką i pod górkę – z wózkiem nie było lekko!

 

półmaraton puck
„asfalt” i asfalt

Gdy już pojawił się prawdziwy, gładki asfalt, to miałam wrażenie, że płynę 🙂

 

Biegniemy, mama!

Półmaraton w Pucku to już mój czwarty półmaraton z córeczką. I choć nie ma ona jeszcze nawet półtora roczku, to już widać, że wie, że coś się dzieje. Czyli przeżywa, przygląda się i czuje emocje. Na tej trasie przez pierwsze pół godziny, jak nie dłużej wszystko obserwowała. Potem usnęła i obudziła się już po przekroczeniu mety.

 

 

Mimo to – jak to zwykle bywa – i tak stresowałam się, czy będzie spała, czy marudziła? I czy za bardzo jej nie wytrzęsie na tej wyboistej trasie… Ale było ok 🙂

 

Masowo czy kameralnie?

Zauważyłam, że są albo biegi naprawdę masowe – po kilka tys. osób, albo bardzo kameralne – jak ten, w Pucku, gdzie biegło ok. 300 osób.

 

szczęśliwe na mecie 🙂

 

Z jednej strony masówki są fajne, bo można zrobić życiówkę, są strefy kibiców i w ogóle jest to duże wydarzenie. Z drugiej strony, dla odmiany, taki niewielki bieg jest bardzo sympatyczny i też warto w takich brać udział 🙂

 

 

maraton

22-latek CHCE przebiec MARATON z 84-letnim DZIADKIEM! Skąd ten pomysł? (WYWIAD)

Marek Wendreński ma 22 lata i chce przebiec maraton ze swoim dziadkiem.

Maraton to spore wyzwanie dla każdego biegacza. A przebiec go z wózkiem i z dorosłą osobą jako pasażerem – jeszcze większe! Dlaczego zatem Marek wpadł na taki pomysł?

 

Od jak dawna biegasz?

Można powiedzieć że od małego, ale tak amatorsko od ok 10 lat. Z mniejszymi czy też większymi przerwami, lecz teraz coraz częściej i coraz większe dystanse.

A kiedy pierwszy raz przebiegłeś półmaraton i jaki miałeś czas? 

Jeśli chodzi o półmaraton pierwszy przebiegłem, kiedy miałem 15 lat. Półmaratony biegłem zawsze w okolicach 2:20, a podczas udziału w Cracovia Maratonie zeszło do 1:50.

Skąd zatem pomysł na przebiegnięcie półmaratonu z dziadkiem?

Podczas jednego ze spacerów z dziadkiem pomyślałem: a gdyby tak zacząć biegać z wózkiem ? Później to już była kwestia organizacyjna i znalezienia odpowiedniego organizatora biegu, który by nam to umożliwił. Tak przy pomocy Bohdana Witwickiego – organizatora Silesia Marathonu w zeszłym roku wystartowaliśmy w półmaratonie i ukończyliśmy go w czasie ok 2 h 40 min.

Czas 2:40 w porównaniu do twoich wyników, to nie jest jakiś dobry czas 🙂  Czy jako biegacza nie „bolał” Cie taki wynik?

Przeciwnie! Wręcz cieszyłem się że przybiegliśmy 20 min przed limitem czasowym i nie byliśmy ostatni na mecie wśród startujących! Ten bieg, to tak jakby biegło się za dwóch więc dla mnie to osobisty sukces!

Dziadek był na wózku inwalidzkim – jak zniósł taki dystans?

Trasę zniósł bardzo dobrze. Co prawda na początku się obawiał jak to będzie, lecz starałem się amortyzować wózek na każdej nierówności dbając o komfort dziadka.

W tym roku 6 października chcecie przebiec Silesia Maraton – dlaczego taki dystans? Czy półmaraton nie był dla Was wystarczająco trudny? 🙂

Półmaraton był męczący, lecz lubimy podnosić sobie poprzeczkę i skoro daliśmy radę z półmaratonem to czas na królewski dystans.

Czy nie obawiasz się, że dla dziadka będzie to zbyt trudne?

Myślę że sprawia mu to więcej radości niż ewentualnej trudności. Oczywiście wymaga to od nas obu zaangażowania, lecz dzięki temu będzie miał wspomnienia takich jakich inni nie mają.

W portalu zrzutka.pl zbieracie pieniądze na ten udział – dlaczego aż 100 tys. zł?

Tak, ludzie często dziwią się skąd taka kwota patrząc, że typowy wózek inwalidzki kosztuje ok 5-10 tyś zł. Lecz podczas półmaratonu odkryliśmy kilka problemów z wózkiem który mamy i teraz musimy zrobić nowy na zamówienie. Najlepszą jakość oferują firmy ze Stanów Zjednoczonych. Jak wiadomo tam ceny są inne i przede wszystkim w innej walucie. To co dla nich jest normą, dla nas przekracza oczekiwania. Dlatego ponad połowa tej kwoty stanowi koszt wyprodukowania wózka oraz sprowadzenia go do Polski.

Ile kosztuje taki specjalny wózek i czy jest robiony na zamówienie?

Jeśli chodzi o ceny wózków dostępnych na rynku to te z wyższej półki faktycznie robione są na zamówienie i kosztują ok 10 000$ i więcej. Do tego dochodzą koszty sprowadzenia i ewentualnych poprawek. Tutaj każdy kilogram się liczy dlatego wózek nie może być zrobiony z „metalu ze złomu”. Już sam dystans stanowi duże wyzwanie, dlatego staramy się przygotować jak najlepiej.

A pozostała kwota?

Reszta jest przeznaczona na nasze przygotowania, treningi pod stałą kontrolą lekarzy (dziadek jest cukrzykiem i ma 84 lata dlatego musimy podejść do tego poważnie). Jak wiecie kolejki w NFZ są dość długie i dlatego większość konsultacji musimy robić prywatnie. Do tego dochodzą koszta związane z dojazdami, odpowiednia dieta, suplementacja itp. Dlatego założyliśmy taki próg z kwotą. Jeśli coś zostanie to na pewno będziemy chcieli również przeznaczyć to na dalszy rozwój naszego projektu GrandpaGang oraz wspomóc kogoś charytatywnie.

Czego oczekujesz po starcie w Maratonie? Jaki on ma dla Ciebie znaczenie?

Przede wszystkim dobrej zabawy, przekroczenia kolejnej bariery fizycznej oraz mentalnej, a najbardziej tego, by wspólnie wraz z moim dziadkiem przeżyć coś wspaniałego. Robię to dla niego, a nie dla rozgłosu. To on jest moim bohaterem od dzieciństwa i teraz czas odpłacić mu się tym samym co przez te wszystkie lata dla mnie zrobił.

W takim razie życzę powodzenia! 🙂

 

Marka i jego dziadka możecie wesprzeć poprzez portal zrzutka.pl – TUTAJ

 

 

fot. https://www.instagram.com/wendrenski/

biegowy z gondolą

Kupić wózek BIEGOWY z GONDOLĄ, czy zaczekać i kupić BIEGÓWKĘ?

Kilka osób pytało mnie, czy warto kupić wózek biegowy z gondolą?

Czy zaraz po porodzie malutkie dziecko „potrzebuje” mieć wózek biegowy z gondolą, czy też może najpierw kupić zwykły wózeczek, a biegówkę, gdy dziecko będzie siedzieć? Na to pytanie musisz odpowiedzieć sobie sama (lub sam) biorąc pod uwagę kilka kwestii.

 

Biegówka kompaktowa

Zacznijmy od tego, że do wielu typowych biegówek można dokupić gondolę, więc jeśli kupujesz biegówkę, to wiele nie ryzykujesz 🙂 Możesz biegać, możesz nie biegać, tylko używać wózka z gondolą jak każdego innego. Co prawda podobno biegówkami gorzej się manewruje po sklepach, ale co tam… 🙂

 

Mama czy tata?

Najpierw pytanie, kto będzie biegał z wózkiem, mama czy tata? Jeśli tata, to spokojnie od razu możecie kupić wózek z gondolą i mąż czy partner może biegać z noworodkiem – choć wiadomo, że trzeba zachować szczególną ostrożność. Niech wybiera płaskie trasy i raczej puste, nie biega zbyt szybko – aby uniknąć ewentualnych kolizji, wywrotek czy wstrząsów na nierównościach.

bieganiezwozkiem.pl

 

A jeśli mama to…?

Jeśli biegać ma mama, to odpowiedz sobie na te pytania:

1/ Czy biegałaś przed ciążą?

2/ Czy biegałaś w trakcie ciąży? I do którego miesiąca?

3/ Czy ciąża i poród przebiegały prawidłowo?

3/ Czy masz planową cesarkę (lub jest ryzyko, że będziesz mieć cc)?

Kwestia wcześniejszej aktywności jest ważna, bo spotykam się z kobietami, którym podoba się idea biegania z wózkiem, choć same wcale… nie biegają! I tak szczerze, to mam spore wątpliwości, by taka kobieta tuż po porodzie chciała biegać. Więc jeśli nie biegałaś przed ciążą i nie biegałaś w trakcie ciąży, to spokojnie możesz poczekać aż dziecko będzie siedzieć (a Ty nadal będziesz myśleć o bieganiu) i spróbować truchtać z biegówką.

Jeśli biegałaś przed ciążą, a w trakcie ciąży nie (lub np. tylko w początkowych miesiącach) to…

Ma dopiero ROCZEK, a za sobą TRZY półmaratony :)

Przypominam sobie jak rok temu, niedłgo po cesarce zaczynałam delikatnie truchtać. Nie zastanawiałam się wtedy nad tym, nie sądziłam, że będę biegać długie dystanse c córeczką. Co prawda, w niespełna 3 miesiące po porodzie przebiegłam półmaraton w Opolu, ale solo 🙂

 

Potem jednak postanowiłam spróbować biegów z wózkiem i na pierwszy ogień poszedł Półmaraton w Tychach.

Pogoda była… delikatnie mówiąc ekstremalna, bo w czasie obiegania jeziora Paprocany nastąpiło oberwanie chmury. I to był właśnie ten moment, kiedy córeczka postanowiła się obudzić i wychodzić z wózka 🙂 (wtedy jeszcze był to wózek gondolą!)

Za to zajęłyśmy III miejsce, co było dla mnie wielką zachętą do kolejnych wspólnych startów 🙂

Czytaj także: Relacja z biegu w Tychach

 

Kolejny półmaraton to Gdańsk. Pogoda znów dała popalić – cała trasa deszcz, a w pewnym momencie grad! Tu jednak biegło mi się stosunkowo dobrze, a córeczka przespała cały bieg 🙂

Tu relacja z biegu w Gdańsku

 

Trzeci półmaraton to Gdynia – chyba najtrudniejszy dla mnie bieg. I tym razem nie o pogodę chodziło, a o zbyt rzadko rozstawione punkty odżywiania. Więc w tym biegu dla mnie najważniejsze jest tylko to, że dobiegłam do mety:)

Relacja z półmaratonu w Gdyni

 

Zatem za nami już trzy półmaratony i kilka krótszych biegów na 5 i 10 km, więc ciekawe co będzie dalej? 🙂

Na pewno bieganie z dzieckiem to w pewnym sensie większy stres. A może nie stres, ale większa odpowiedzialność i myślenie: czy dziecku nie zimno, czy nie mokro (deszcz!), a może się obudzi, może będzie głodne?

Z drugiej strony, przebiegnięcie biegu z dzieckiem daje dużo większą satysfakcję. I co więcej, nie mam poczucia, że to JA przebiegłam, tylko, że MY przebiegłyśmy, bo przecież córeczka na to pozwoliła 🙂

 

 

17 marca PÓŁMARATON w GDYNI – relacja z BIEGU z WÓZKIEM!

Półmaraton w Gdyni 17 marca to już mój trzeci półmaraton z córeczką. Tym razem wyjątkowo nie padało 🙂 A jak było?

 

Ogólna kondycja 🙂

Cały tydzień męczył mnie jakiś wirus, więc w najlepszej formie nie byłam. Ale wiecie, jak to jest: bieg opłacony, więc, żeby się nie zmarnowało – biec trzeba 🙂

Czekamy na start 🙂

Strat był o 11, więc to dobra pora dla biegania z dzieckiem. Córeczka usnęła jeszcze przed startem, potem się obudziła na początku biegu, ale potem znów spała prawie do końca trasy.

 

Pogoda

Zarówno podczas półmaratonu w Tychach jak i w Gdańsku pogoda była dosyć ekstremalna 🙂

O biegu w Tychach – CZYTAJ TUTAJ

Obiegu w Gdańsku – CZYTAJ TUTAJ

Także w Gdyni w dniu startu niebo było szare, więc obawiałam się powtórki z rozrywki 🙂

Ciepło…

A jednak, pogoda była bardziej łaskawa i w drugiej części biegu zrobiło się słonecznie i bardzo ciepło.

 

Trasa 

Trasa Półmaratonu w Gdyni moim zdaniem jest bardzo fajna. Po pierwsze prosta, po drugie prowadzi przez centrum miasta i wzdłuż morza. Dzięki dla osób z poza Gdyni jest atrakcyjna, bo pozwala poznać miasto.

Start był ze Skweru Kościuszki, następnie biegło się ok 4 km w stronę portu w Gdyni, tam zwrotka. Potem trasa wiodła drogą w stronę Sopotu, aż do Parku Technologicznego, tam trochę zwisjasów i znów powrót do centrum.

Końcówka biegu wzdłuż morza

Ostanie kilometry prowadziły przez Bulwar Nadmorski, a sama meta była na plaży! 🙂

 

Punty odżywiania

No właśnie…! Tu – moim zdaniem – słaby punkt organizacji i… słaby punkt mojego biegu. Przyzwyczajona jestem do tego, że na półmaratonach punty odżywiania są co 5 km. Czytając regulamin biegu nawet na to nie zwróciłam uwagi, sądząc, że będzie „tak jak wszędzie”. Jak się okazało, w Gdyni, te punkty było co 7 km.

Nie wzięłam wody ani żeli, ani nic, sądząc, że punkty będą co 5 km. I tak w okolicach 4 km już chciało mi się pić – wody nie ma – była na 7 km.

Druga rzecz – przed 10 km poczułam, że po prostu brakuje mi kalorii. Zwykle na biegu wystarczają mi izotoniki – a tu były dopiero ok 14 km.

Pomijając fakt, czy nie doczytałam w regulaminie, gdzie są punty i tak uważam, że powinny być co 5 km. Akurat w dniu biegu było ok 7-10 stopni, ale równie dobrze mógł być nagle upał i wtedy częstotliwość punktów powinna być większa.

 

Ekologia

Biegi w ogóle nie są eko 🙂 To fakt, ale z drugiej strony, na Półmaratonie w Gdyni na 7 km dawano butelki wody o pojemności 330 ml. Kto z biegaczy wypije tyle na raz? A kto będzie biegł z butelką?

Mało kto, więc ledwo napoczęte butelki lądowały na ulicy.

Butelki w wodą na ulicy

Wiadomo, że jeśli izotoniki czy woda nalewane są do kubeczków, to te kubeczki też lądują na ulicy. Są jednak przynajmniej PUSTE. W przypadku butelek, wyrzucana była także woda.

 

Jak się biegło?

Trasa fajna, pogoda fajna. Dobiły mnie jednak zbyt rzadko ustawiona punkty odżywiania. Najpierw brak wody, a potem brak energii (np. z izotoników) sprawiły, że po prostu nie miałam siły.

Od ok 7 do 15 km trochę biegłam, trochę szłam. Liczyłam na czas około 2 godzin, a wyszło 2:18.

Mimo to, cieszę się, że wzięłam udział w Półmaratonie Gdynia, a także z tego, że nie zeszłam z trasy. Była walka ze słabością i walka – jednak – wygrana 🙂

 

A tak wyglądało moje wbiegnięcie na metę 🙂

Półmaraton GDAŃSK – Bieg z WÓZKIEM (relacja)

Po półmaratonie w Tychach, podczas którego nastąpiło oberwanie chmury (relacja TUTAJ), w Gdańsku liczyłam na bardziej przewidywalną pogodę. Organizatorzy jednak zadbali o moc „atrakcji” pogodowych😉

Jak zatem było na Amber Expo Półmaraton Gdański?

 

Gdzie jest morze?

Przyznaję się bez bicia😉 że niedokładnie prześledziłam trasę biegu. Zresztą… nie jestem z Gdańska, więc byłoby to tylko śledzenie „palcem po mapie”. Spodziewałam się jednak, że skoro jesteśmy nad morzem, to choćby część biegu będzie wiodła właśnie wzdłuż morza – tak jednak nie było.

Jak się okazało, Półmaraton Gdański to typowo miejski bieg. Zaczynał się w Amber Expo czyli w obiekcie targowym, a następnie wiódł przez ulice miasta, także przez drogę łączącą Gdańsk, Gdynię i Sopot. Biegliśmy też obok tzw. Falowca czyli bardzo długiego bloku 🙂 Za to morza ani, ani…

Amber Expo/stadion Energa Gdańsk czyli start i meta biegu

Bo nie ma złej pogody 🙂

W dniu startu czyli 28 października, od rana padał lekki deszczyk, ale zgodnie z prognozami, po godzinie 9 (a była to też godzina startu), miał przestać padać.

Deszcz jednak w nosie miał prognozy 🙂 i zamiast przestać padać, zmienił się w ulewny, a w pewnym momencie nawet w grad.

W sumie to fajnie mi się biegło w tym deszczu, bo biegając z wózkiem często robi mi się gorąco. Jednak padało naprawdę ostro! Gdy co jakiś czas trzymałam wózek tylko jedną ręką, a drugą opuszczałam, to z rękawów wylewała mi się woda 🙂

Przyznam jednak, że i mnie w końcu ten deszcz dał w kość, bo w końcówce biegu było mi po prostu zimno!

 

Bieg solo czy w duecie?

W ramach półmaratonu w Gdańsku jest dodatkowa kategoria dla biegaczy z wózkami – czyli z dziećmi 🙂 Niestety jednak za wprowadzeniem tej kategorii nie poszły kwestie organizacyjne. O co chodzi?

Wiem, że na niektórych biegach, biegacze z wózkami są ustawieni w osobnej strefie. W Tychach „wózki” wystartowały kilka minut wcześniej i po półmaratonie w Gdańsku, uważam, że to powinno być regułą. Dlaczego?

W Gdańsku na linii startu ustawiona byłam chyba gdzieś na końcu (tj. w chyba w strefie na czas 2:00) i gdy bieg się rozpoczął było bardzo ciasno, a wiele osób biegło powoli. Z łatwością mogłabym wyprzedzić wielu biegaczy, gdyby… tylko było miejsce.

Wiadomo, że bez wózka jakoś bym się przepchała, ale z wózkiem to jak? Ludziom po nogach jechać…? 🤔

Podobnie było na dalszych odcinkach biegu. Na części trasy biegliśmy dwoma pasami ulicy i tam wyprzedzałam wiele osób. W miejscach, gdzie dla biegaczy był tylko jeden pas, znów robiło się ciasno i często czując moc biegową, musiałam biec wolniej niż mogłam 🙁

Myślę zatem, że organizatorzy biegów, którzy uwzględniają także biegaczy z wózkami, powinni wyznaczać dla nich dodatkową strefę.

W deszczu i pod górkę

Jak się Pani spało?

W Gdańsku pierwszy raz biegłam tak długi dystans z przyczepką biegową Thule. Ten wózek mam od niedawna, więc nie wiedziałam, jak się sprawdzi?

A sprawdził się dobrze 🙂 Jeśli chodzi o kwestie biegowe, to na tego typu trasie (raczej gładkiej, w większości asfalt, mało zakrętów) wózek sunął lekko po drodze i biegło się całkiem wygodnie.

Dobrze sprawdził się także w ekstremalnych warunkach pogodowych. Z jednej strony budowa wózka (czyli forma budki) jest chyba przytulna dla dzieci, z drugiej, materiały dobrze zabezpieczały przed wodą.

Córeczka ubrana była w ciepły polarek i otulona koczykiem, ale zastanawiałam się czy nie przemoknie? Na budce przyczepki zamontowałam osłonę przeciwdeszczową, nie wiedziałam jednak, czy wózek nie przemoknie od dołu – w końcu deszcz był tak ulewny, że momentami biegło się w wodzie, a koleiny na ulicach zamieniły się w głębokie kałuże.

Jak się jednak okazało, córeczka była suchutka i… przespała cały bieg 🙂

 

A po biegu…?

Mam wrażenie, że w Amber Expo panował lekki chaos 🙂 Wbiega człowiek cały mokry, zmęczony i… niczego nie można się dowiedzieć. Słyszy, że gdzieś podobno dają zupę, a gdzie indziej drożdżówkę i czekoladę. I że jeszcze gdzieś powinien oddać chipa, ale nikt nie wie gdzie… 🙂

Trzy duże hale i tłum ludzi, do tego hałas (meta była w środku i cały czas słychać było komentatora) i wzajemne dopytywanie co i gdzie?

No dobrze… w końcu dostałam swoją miseczkę pomidorówki i kawałek placka oraz grzecznie oddałam chipa 🙂

Zmęczona po biegu 🙂

Co jeszcze?

Co jeszcze mogę powiedzieć? Dwie godziny biegu na deszczu i wietrze, potem gorąca kąpiel i ciepła zupa… to jest super reset 🙂

 

 

 

 

 

 

wózek biegowy

Wózek BIEGOWY kontra PRZYCZEPKA Thule Chariot Sport (recenzja)

Kochani, dziś porównanie dwóch wózków, z którymi biegałam. Pierwszy to klasyczny wózek biegowy, drugi to przyczepka, do której można dokupić zestaw do joggingu i używać jako wózka.

 

Jak zatem prezentują się oba modele?

 

Budowa i wymiary

Oba wózki są dosyć duże, a na pewno znacznie większe niż zwykłe spacerówki 🙂

Baby Jogger Summit

Baby Jogger Summit to klasyczny wózek biegowy. Z wyglądu przypomina trochę spacerówkę, ale ma znacznie większe koła i tylko trzy – jak to jest w wózkach biegowych.

Wymiary wózka po rozłożeniu to: 110 x 45 x 102 cm (długość, szerokość, wysokość)*

 

Thule Chariot Sport

Thule Chariot Sport przypomina raczej mały samochodzik niż wózek 🙂 Ma także trzy koła, ale znacznie niższe zawieszenie i jest to raczej budka, w której siedzi nasz mały pasażer.

Wymiary wózka to: 130 x 55 x 112 cm*

 

Dla kogo dany model? 

Oba wózki są przeznaczone dla dzieci powyżej 6 miesięcy, a zatem samodzielnie siedzących. Wiadomo więc, że to „6 miesięcy” jest umowne. Także zaawansowanie umiejętności siedzenia jest ważna tj. kwestia czy maluch jest stabilny, czy dopiero uczy się siadać.

Jeśli chodzi o osobę prowadzącą, to oczywiście musi to być biegacz lub biegaczka 🙂 Trudno mi sobie wyobrazić, by przygodę biegową zaczynać od biegania z wózkiem. Taka aktywność to spory wysiłek i wymaga odpowiedniego przygotowania. Dodatkowo, o ile przy samodzielnym bieganiu  pracują przede wszystkim nogi, o tyle przy bieganiu z wózkiem trzeba wzmocnić także ręce (ja sama robię pompki i ćwiczę z ketlami).

Z uwagi na rozmiar Thule Sport i trochę trudniejsze prowadzenie, zastanawiam się czy nie jest to raczej model dla panów 🙂

 

Usadowienie dziecka

No właśnie…

W Baby Jogger moja córeczka (mając 6 i 7 miesięcy) siedząc przechylała się na bok – zatem wniosek, że jest to model dla dziecka już stabilnie siedzącego. Producenci mogliby rozwiązać ten problem poprzez wyprofilowanie siedzenia, bo w obecnym modelu jest to prawie płaskie oparcie.

Oparcie można rozłożyć do pozycji prawie leżącej – i tak też w Joggerze podróżowała moja córeczka – natomiast w tej pozycji samo oparcie przechylało się w jedną stronę (być może wada w naszym wózeczku?).

Tak czy owak w Joggerze córeczka zwykle leżała i spała.

 

W Thule Sport siedzenie jest wyprofilowane – przypomina trochę te w fotelikach samochodowych. Oparcie można trochę rozłożyć. Może nie do pozycji półleżącej, ale do ćwierćleżącej 🙂

 

Dla naszej córeczki oba modele chyba są jeszcze troszkę „za duże”. Tak więc nie jest to tylko kwestia wieku, ale też wzrostu i wagi dziecka.

 

Amortyzacja

W porównaniu do tradycyjnych spacerówek, oba wózki mają bardzo dobrą amortyzację.

W Joggerze, gdy zbiegałam z górki, podskakiwało przednie koło i musiałam zwalniać. W Thule Sport było podobnie, choć w mniejszym stopniu, bo wózek stabilniejszy. W obu przypadkach, jak sądzę, taka sytuacja związana jest z tym, że moja córeczka jeszcze mało waży:)

Ogólnie stabilność wózków można porównać do sytuacji z prowadzeniem samochodu. Każdy, kto jeździł sportowym modelem auta a potem przesiada się np. do vana – czuje różnicę. Podobnie jest z Joggerem a Thule Sport. Ten pierwszy jest bardziej zwinny, ten drugi bardziej stabilny.

 

Prowadzenie wózka i rączka

Jak dla mnie, niezbyt wysokiej i w miarę szczupłej kobiety – prostsze jest prowadzenie Joggera, bo jest mniejszy i bardziej zwinny. Łatwiej nim skręcać i mogę go prowadzić jedną ręką.

W Thule Sport muszę biec raczej trzymając uchwyt obiema rękami. Trzymając jedną, dosyć trudno utrzymać tempo 🙂

 

Dodatkowe funkcje

Jeśli chodzi o Baby Jogger, to możemy do niego dokupić gondolę i biegać (lub spacerować 🙂 ) już z noworodkiem.

Z kolei Thule Sport to propozycja dla aktywnych – może to być spacerówka, przyczepka rowerowa, wózek biegowy. Można go także podobno podpiąć do nart biegowych.

 

Cena wózka

Za Baby Jogger zapłacimy ok 3 tys. zł., Thule Sport to koszt ok. 5 tys.  – wszystko zależy od tego jakie „adaptery” i dodatkowe gadżety dokupimy do wózka.

Może się wydawać, że to spory wydatek, ale dla biegaczy… W końcu czasem za dobre buty zapłacimy 500 zł. a wózek biegowy to coś co służy nam kilka lat.

 

Podsumowanie

To który lepszy? Nie powiem 🙂

Oba wózki są dobrej jakości i dobrze wykonane, a wszystko zależy od tego, kto ich będzie używał i do czego. Np. jeśli sporo jeździsz na rowerze – wybierzesz przyczepkę. Jeśli chcesz biegać (truchtać!) z niemowlakiem wybierzesz Joggera.

Ważne są także kwestie praktyczne jak na przykład rozmiar wózka – trzeba przyznać, że np. Thule Sport może się po prostu nie mieścić Wam w domu, czy też nie wejść do windy.

 

Przed zakupem wózka najlepiej rozważyć, kto będzie nim biegał, na jakie dystanse i czy potrzebujecie dodatkowych funkcjonalności. Tak czy owak – powodzenia 🙂

 

* na stronach internetowych sklepów są podawane inne wymiary, ale coś mi się nie zgadzało, więc zmierzyłam te modele wózków, które mam pod ręką 🙂

Bieganie z NIEMOWLĘCIEM w GONDOLI – czy bieganie z małym dzieckiem jest BEZPIECZNE?

Bieganie do końca ciąży, czy bieganie niedługo po cesarce może wydawać się szaleństwem. Jednak co ma robić „nałogowiec”? 🙂

Otóż nałogowiec będąc w 8 czy 9 miesiącu ciąży kupuje wózek biegowy w opcji z gondolą, a sam biega do ostatniego dnia ciąży.

Poród miał być naturalny. Wyszła jednak awaryjna cesarka, ale co tam…!

 

Pięć dni spędzam w szpitalu i już na drugi dzień po powrocie do domu, wychodzimy na pierwszy spacerek (w końcu trzeba kupić w aptece zastrzyki przeciwzakrzepowe). Noga za nogą, ale do przodu.

Mija chyba ze 2 tygodnie od porodu, gdy próbuję pierwszego truchciku i… to nie jest dobry pomysł! 🙂

Szybko jednak wracam do formy i zaczynam biegać z wózkiem. Owszem, miałam obawy zarówno co do tego, jak ja będę się czuć, jak i co do tego jak malutka znosić będzie bieganie.

Gdyby na przykład płakała podczas biegu, czy też coś innego by jej nie pasowało, na pewno odpuściłabym bieganie.

Jednak nic takiego się nie działo. To znaczy nie inaczej, jak podczas spacerów, też dzieci czasem płaczą, gdy są głodne itp. Co do wstrząsów, to trzeba być rozsądnym, wybierać płaskie i gładkie trasy, a wózek biegowy ma naprawdę dobrą amortyzację.

 

I tak – myślę, że bezpiecznie – przez niemal 7 miesięcy przebiegłyśmy wiele kilometrów. Córeczka wzięła udział w dwóch biegach na 10 km z tatą i ze mną na 5 km oraz w półmaratonie, o czym pisałam TUTAJ.

Bieganie z dzieckiem w gondoli uważam za bezpieczne jeśli spełni się kilka warunków, o czym opowiadam na poniższym nagraniu.

 

 

Przebiec PÓŁMARATON z MALUSZKIEM w GONDOLI?! (relacja z Tychy Półmaraton)

O Tyskim Półmaratonie usłyszałam na jakiś miesiąc przed tym wydarzeniem, a zainteresował mnie z uwagi na to, że była tam kategoria biegu z wózkiem.

 

Mimo to ani się nie przygotowywałam, ani nie zapisałam. Jednak bieg mnie kusił 🙂

Finalnie, pojechałam do Tych w sobotę przed biegiem, gdy zapisy on-line były już zamknięte i załapałam się na jedno z rezerwowych miejsc.

 

Cały czas jednak był dylemat, czy biec samej czy z córeczką, która dopiero tygodniu poprzedzającym bieg skończyła dopiero pół roczku. W końcu maratony i półmaratony biega się raczej z dziećmi siedzącymi w spacerówkach i nie słyszałam, by ktoś biegał z dzieckiem w gondoli…

 

W dniu biegu (02.09.2018) postanowiłam jednak spróbować biec z córeczką – gdyby było coś nie tak, zejdę z trasy – pomyślałam i pobiegłam! A tak wyglądał start wózków:

 

 

Przyznam, że tempo innych biegaczy z wózkami wydawało mi się bardzo szybkie i od razu uplasowałam się gdzieś pod koniec naszego peletonu. Potem jednak złapałam rytm i biegłam całkiem szybko.

 

Córeczka zasnęła jeszcze przed startem i choć zaczęło kropić, to nadal smacznie spała, gdy biegliśmy ulicami Tych. Potem jednak zaczęło padać mocniej, a gdy dobiegliśmy do Jeziora Paprocańskiego nastąpiło istne oberwanie chmury!

Lało strasznie, na ścieżce porobiły się błotniste kałuże, a tu trzeba obiec całe jezioro (ok. 5-6 km)! I właśnie w tym momencie obudziła się moja córeczka. Próbowała usiąść w wózku i wyglądała przez osłonkę moknąc na deszczu.

Kilka razy się zatrzymywałam, by położyć ją z powrotem, a ona z ciekawości znów wstawała 🙂 W końcu się położyła, ale zaczęła płakać – w końcu nie tylko ja byłam cała mokra ale i wózek przemokł przy tak ulewnym deszczu.

Gdyby taka sytuacja zdarzyła się w centrum miasta – na pewno zeszłabym z trasy. Robiąc pętlę wokół jeziora, nie było takiej możliwości, by gdziekolwiek się schronić, więc biegłam dalej…

 

W końcu obiegłyśmy jezioro i okazało się, ze do mety jest „tylko” 5 km. Pomyślałam, że jakoś dobiegnę, szczególnie, że deszcz jakby zelżał.

Na dalszym odcinku trasy – już przez miasto – niestety lunęło jeszcze raz (!) ale w końcu chmura przeszła i biegłam dalej.

Córeczka jeszcze popłakiwała, więc śpiewałam jej piosenki i jakoś dobiegłyśmy.

 

Mokre na mecie 🙂

Zaraz po przebiegnięciu mety, karmienie i poszukiwanie taty (mąż nie sądził, że tak szybko dobiegnę i się z kimś zagadał), który przygotował suche rzeczy dla córeczki.

 

Jak się okazało, półmaraton przebiegłam z czasem 2:06 i zajęłam trzecie miejsce biegu z wózkiem kobiet! Pierwszy nasz bieg na takim dystansie i od razu podium 🙂

III miejsce na Tyskim Półmaratonie

 

 

Ogólne wrażenia po biegu to:

  • biegnąc z dzieckiem, jest mega adrenalina i odpowiedzialność za maluszka, a także wielka radość z ukończenia biegu 🙂
  • można biec z dzieckiem w gondoli, ale na pewno jest to sprawa indywidualna
  • organizatorzy półmaratonu w Tychach zrobili naprawdę miły gest puszczając wózkarzy jako pierwszych 🙂
  • duży plus za posiłek wegetariański na mecie!  🙂  (zdarzyło mi się być na półmaratonie, gdzie po biegu podano smażoną kiełbasę i piwo 🙂 )